piątek, 29 marca 2013

Imagin A&A cz.1 ♥

*Z perspektywy Alex*
Przechadzając się,już po raz kolejny dzisiaj,po Londynie,zauważyłam wielkie skupisko piszczących dziewczyn.
"Pewnie znowu jakaś gwiazdka przyjechała"-pomyślałam i wywróciłam oczami.
Nie tracąc czasu poszłam dalej uliczką w stronę naszego domu.
*Z perspektywy Alice*
Gdzie podziała się Alex?
Za kilkanaście minut mamy trening,a jej dalej nie ma!
-Mamo!-krzyknęłam.-Zadzwoń do niej!
-Kochanie już ci mówiłam,że telefon zostawiła w domu.
-Niech to szlag!-krzyknęłam.
Chodziłam to w jedną,to w drugą stronę.Po namyśle poszłam spakować Alex na trening,jakby przyszła w ostatniej minucie.Pakowałam właśnie jej nakolanniki,gdy zadzwonił dzwonek.
-Otwórz mamo!-krzyknęłam.
Mama pobiegła otworzyć.
*Z perspektywy Alex*
-Gdzieś ty się podziewała,panno?!-krzyknęła mama od razu po tym jak weszłam.
Wiedziałam,że zaraz będzie 100 kazań na temat wychodzenia z domu.
-Poszłam się przejść...
-Zaraz trening!-krzyknęła siostra i wręczyłam mi torbę z rzeczami.
-Boże...-westchnęłam.
-Mniejsza o to!Pakujcie się do samochodu.-powiedziała mama i wyszliśmy z domu.
***
-A wiecie,że dzisiaj Harry Styles,był na mieście?-zapytała Natalie,gdy wchodziliśmy do szatni.
-Coo?Byłam na mieście i go nie wiedziałam.-powiedziałam.
Chwilę potem skapnęłam się,że ta "gwiazdka",którą otaczało kilkanaście fanek to był Harry.
Zrobiłam facepalm'a a wszyscy się na mnie spojrzeli.
-Byłam dziś na mieście.Przejść się...
-i?-poganiała mnie siostra.
-No chodzi o to,że widziałam jakieś piszczące dziewczyny,ale nie zważałam na to i poszłam do domu.
-To był Harry,nie?-zapytała Natalie.
-Raczej.-odpowiedziałam i zasmuciłam się.
Dzieliło mnie od niego kilkanaście metrów.
-Spokojnie.-powiedziała moja sister-jeszcze ich poznamy.Wywieziemy daleko i poprosimy o ślub,a jak nie to...
-To po prostu ich zmusimy.-dokończyłam za siostrę.
Zaśmiałyśmy się.
***
Po treningu wróciłyśmy do domu i zrobiłyśmy sobie herbatę.Usiedliśmy wszyscy razem:mama,ja,tata i Alice.
-Mamy dla was niespodziankę.-powiedzieli rodzice.
C.D.N

Bohaterowie ♥


Alice Parker-Pogodna 17-latka,często pomaga innym.Gra w siatkówkę.Lubi słuchać muzyki,leniuchować i śmiać się.Nie lubi warzyw.Jej ulubieńcem z 1D jest Liam.




 

Alex Parker-Ruchliwa 17-latka,często mówi prosto z mostu i ma przez to problemy.Jak jej siostra gra w siatkówkę.Lubi czekoladę.Nienawidzi pająków.Jej ulubieńcem z 1D jest Harry.



Oraz,One Direction!

Inni bohaterowie:

Agnes Parker-mama dziewczynek.
Robert Parker-tata dziewczynek.


W trakcie trwania opowiadania mogą pojawić się inni bohaterowie.

Imagin L&M cz.12

*Z perspektywy Liv*
Zgadnijcie kto stał przy karuzeli?
Nikt inny jak Victor.
-Kim jesteś?!-krzyknął Louis.
-Gówno cię to.-powiedział chamsko Victor.
-To Victor.-powiedziałam.-Przyśnił mi się.Ale z tego co wiem,powinna tu być Mo.
Victor popatrzał się na mnie złowrogo.
-Zapłacisz za to!!!
-Za co?-krzyknęłam.
-Za zdradzenie mojego imienia.
Chłopak wyjął nóż z ręki i szedł w moją stronę.W moim pogotowiu zjawił się Niall.
-Zostaw ją!-krzyknął.
Lecz było już za późno.
Poczułam ostre ukłucie koło serca.
*Z perspektywy Mo*
Stałam za drzewem i obserwowałam śmierć Liv.
Śmierć Liv i Niall'a.Chłopak rzucił się na Victoria,ale tamten miał nóż,więc miał małe szanse.Usiadłam i poczułam,że muszę tam iść,nie zważając na uwagi Victor'a.Muszę ich ratować.Szukałam jakiejś,gałęzi,kamienia.Cokolwiek,aby tylko powalić Victor'a na ziemię,ale go nie zabić.W końcu znalazłam jakąś szklaną butelkę.Zdziwiłam się,że ludzie wszędzie wyrzucają te śmieci.Lecz tym razem,ta butelka bardzo mi się przydała.Poczekałam chwilę i po cichu pobiegłam w stronę Victor'a.Lou chciał się wydrzeć "MOOOO!",ale mu zabroniłam.W tej chwili Victor negocjował z Liam'em.Podeszłam do Victora i walnęłam mu tą butelką w głowę.Wszyscy zlecieli się do mnie.Upadłam na kolana.
-Mo!Ty żyjesz!-rozległy się krzyki.-Już myśleliśmy,że ten psychopata cię zabił.
-Zadzwońcie na policję i na pogotowie...-zdołałam wydusić i zrobiło mi się słabo.
***
Minęło już kilka lat od tamtego zdarzenia.Co dwa tygodnie chodzę do Liv i Niall'a,do ich grobów.Za każdym razem płaczę.Bo przecież to prze ze mnie.Ci dwaj młodzi ludzie jeszcze nawet nie zdążyli się lepiej poznać!Na pewno tworzyli by piękną parę,gdyby tylko mogli!Mam nadzieję,że są teraz w niebie i są razem.Na wieki wieków.
Położyłam kwiaty na grobach i zapaliłam nowe znicze.Rozpłakałam się jak małe dziecko...znowu.Nagle na ramionach poczułam dotyk.Dotyk dwóch rąk.Miałam pewność,że to był Niall i Liv.Postanowiłam,że pójdę z tym do medium.Jestem gotowa wydać każde pieniądze,by tylko "porozmawiać" z Niall'em i Liv.Chce wiedzieć,czy zepsułam im życie.
***
Weszłam właśnie do mojego Domu Dziecka,który prowadzę z Louis'em.Jest on po pani Theresie.Louis uwielbia dzieci i idzie nam fantastycznie!Nie dawno z Louis'em wzięliśmy ślub.Zaraz,po tym incydencie z Victor'em,One Direction się rozpadło,bo stwierdzili,że 1D bez Niall'a,to nie 1D.Liam pobrał się z Danielle,Zayn znalazł sobie dziewczynę imieniem Perrie,a Harry jest nadal kawalerem.
-Cześć,kotku.-powiedział Louis jak weszłam.
Pocałował mnie w policzek i przytulił do siebie.
-Louis...-odsunęłam się od niego.
-Coś jest nie tak?
-Chcę iść do medium.
-Dlaczego?-zapytał.
-Chodzi mi o Olivię i Niall'a.Muszę się dowiedzieć co z nimi.
-No dobrze.Jeśli tak cię to martwi.Zrobię wszystko,żebyś była szczęśliwa.-powiedział Louis i pocałował mnie.
Trwaliśmy w pocałunku kilka sekund.Nagle podleciał do nas Arthur.Te kochane dziecko,z którym byłam na spacerze,w dniu kiedy poznałam Liv.Ma teraz z 13 lat.
-Witam,czy mógłbym coś do jedzenia?
Louis się zaśmiał.
-Przecież wiesz,gdzie jest kuchnia.-powiedział mój mąż.
-Lou!-krzyknęłam.
-No co?
-Nic,chodź Arthur,zrobimy coś razem i Louis'owi nie damy!
Arthur zaśmiał się.
-Damy,damy.Bardzo lubię wujka Louis'a.
W głowie rozległo mi się "Awwwwww!".
-Wujek Louis ciebie też.-powiedział do chłopaka.-Mo,zadzwonię do tego medium,ustalić datę.
-Ok.-powiedziałam i poszłam z Arthurem do kuchni.
-Jakiego medium?-zapytał praktycznie jak weszliśmy.
-To taka osoba,która potrafi rozmawiać ze zmarłymi.
-A po nam taka?
-Nie nam,tylko mi.-uśmiechnęłam się.-Pamiętasz ciocię Olivię i jej brata?
-Taaak!Uwielbiałem się bawić z jej bratem.Ciocia Liv była super!
-Tak.Byłeś na jej pogrzebie i wiesz,że zmarła.Teraz muszę się z nią porozumieć.
-A..ciociu...?
-Tak,kochanie?
-Mógłbyś jej powiedzieć,że za nią tęsknie?-zapytał.
-Dla ciebie wszystko.
***
Jechałam w stronę domu medium,umówiona na prywatną wizytę.
-Proszę,Liv,jeśli to na prawdę będziecie wy,to wspomnij coś o parku,w którym się poznaliśmy.Tylko o tylę proszę...
***
Dojechałam pod dom medium i zadzwoniłam dzwonkiem.Pani koło 40-stki otworzyła mi drzwi.
-Witam-uśmiechnęła się szeroko.
-Dzień dobry.-odwzajemniłam uśmiech.
Zdjęłam buty i kurtkę,a pani poprowadziła mnie do kuchni.Usiadłyśmy przy nie dużym stole.
-Za pewnie wiesz,że jestem Pixie.
-Tak,wiem.Ja jestem Monica.
Kobieta uśmiechnęła się i złapała mnie za prawą rękę.
-Z 4 lata temu,ktoś ci odszedł,prawda? I to nie była jedna osoba.Dwie naraz,nie?
-Tak,to moja najlepsza przyjaciółka i jej chłopak.
-Zabił ich ktoś.
-Tak.
-Czy chłopak śpiewał w jakimś boybandzie?
-Tak.
-Mhm.Dziewczyna krzyczy mi,żebym powiedziała ci,że nie ma się o co martwić.Jest dobrze.Że tutaj żyje się równie dobrze.Lecz bez ciebie.
Uśmiechnęłam się przez łzy.
-Czy jest im tam dobrze?-zapytałam.
-Chłopak mówi,że nie jest źle,chociaż na ziemi było Taco,a tutaj nie ma.-zaśmiała się Pixie.
Miałam łzy w oczach!To chyba naprawdę oni!
-Dziewczyna mówi,też abym wspomniała o jakimś parku.
-O Boże!-krzyknęłam.-To Liv!!!W tym parku się poznaliśmy!
Medium uśmiechnęła się.
-Mam ci jeszcze przekazać,że ty i Louis jesteście świetnym małżeństwem.
-Ojej!Na prawdę?!
-Mówią,że wasza pomoc jest bezgraniczna dla dzieci.Zwłaszcza jednego.Arthura.
Gdy kobieta wypowiedziała to imię byłam bliska mdlenia.
-A...A...Arthur?
-Tak,Arthur.Twoi przyjaciele sprawują nad nim wspaniałą opiekę.
Teraz łzy leciały mi strumieniami.Przypomniałam sobie też o Arthurze.
-Możesz powiedzieć mojej przyjaciółce,że Arthur za nią tęskni?-zapytałam.
-Oczywiście.
-Dziękuję.
-Olivia bardzo dziękuje.Mówi,że wyrośnie z niego porządny człowiek.
***
Wizyta dobiegła końca.Gdy wychodziłam łzy lały mi się strumieniami,po prostu litrami.Od razu zadzwoniłam do Louis'a.
-I co tam skarbie?-zapytał.
-Liv i Niall są razem.Są szczęśliwi.Sprawują też opiekę nad małym Arthurem.Oraz mówili,że jesteśmy świetnym małżeństwem i nasza pomoc jest bezgraniczna.
-To cudownie!Wracaj już do Domu,tęsknie.
Rozłączyłam się i wsiadłam do samochodu.
To co teraz przeżyłam,będę pamiętać do końca swojego życia...
THE END!
-------------------------------------------------------------------------
Wybaczcie,że cały imagin był taki krótki,ale no nic.
Przygotujcie się,bo za niedługo wjadę z następnym imaginem!
Będzie on o bliźniaczkach,Alex i Alice!
Mam nadzieję,że spodobają wam się ich przygody!

niedziela, 24 marca 2013

Imagin L&M cz.11 ♥

*Z perspektywy Liv*
-Halo?-zapytałam wstrząśnięta.-Kto tam?
-A gówno cię to kto tam.
-Monica?-zapytałam.
-Moniki nie ma.
-A gdzie jest?!
-W dupie.Na pewno nie tam gdzie ty.
Chłopcy patrzeli na mnie wyczekująco.
-Co zrobiłeś z Monicą?!
-Gówno.-powiedział facet i się rozłączył.
Chłopak brzmiał na ok. 22 lata.
-CO JEST?!-zapytał zrospaczony Louis.
-Jakiś mężczyzna.Ma ją,albo jej telefon.W każdym razi nic nie chciał powiedzieć.
Chłopcy na chwilę umilkli.
-Mam pomysł!-krzyknął Niall.-Idź do łóżka.
-Niall nie mam zamiaru spać w takim momencie.
-Nie chodzi o to.Chodzi o sen! Może pokaże się w nim Mo?
-Naprawdę nie jestem śpiąca.Nie zasnę!
Niall wziął mnie na ręce,zaniósł do mojej sypialni.
-Będę za minutę...
Jak przez mgłę słyszałam głosy chłopców,stukot szklanek,włączanie telewizora i kroki.Niall się zbliżał.
-Hej.-przywitał się ponownie z serdecznym uśmiechem.Miał w ręku kakao.
-Skąd wiedziałeś gdzie jest kakao?-zapytałam.
-Mam swoje sposoby.No już pij...-podał mi szklankę ostudzonego napoju.-I niech ci się śni Mo.
***
Wstałam z łóżka i poszłam na dół ale nikogo nie było.Ubrałam baleriny,cienką kurtkę i wyszłam.Szłam w stronę "domu" Mo,mając nadzieję,że ją tam znajdę.W ostatnim jednak momencie coś mnie kusiło abym skręciła w stronę opuszczonego placu zabaw.Postanowiłam pójść,za moją intuicją.Szłam kilka minut i ku mojemu zdziwieniu na placu zabaw nie było ani jednej atrakcji.Nawet karuzeli czy huśtawek na której często  bujałyśmy się z Mo.Był tylko jeden problem.Na środku placu stał chłopak.Miał ciemne blond loki i uśmiechał się łobuzersko.
-Miło cię widzieć.-powiedział chłopak.
-Nie znam cię.-odpowiedziałam szybko.
-Jestem Victor-powiedział.-A ty jesteś Olivia.
-Skąd to wiesz?
-Od Moniki.
-Gdzie ona jest?
-Niech cię to nie interesuje,słońce.
-GDZIE JEST MO DO JASNEJ CHOLERY?!-krzyknęłam.
-Daleko.-odpowiedział chłopak z nadmierną cierpliwością.
Nagle zza drzewa wyszła Mo.Podbiegłam do niej.Stanęła i natychmiast zrobiła się blada,nic nie mówiła stanęła sztywno.
-Mo!-złapałam w dłonie jej policzki.
Dziewczyna nadal stała sztywno.
-Coś ty z nią zrobił?!-odwróciłam się do Victor'a.
-Nic.To ty ją taką uczyniłaś.
Posłałam na chłopaka pełne pogardy spojrzenie.
-Mo! Powiedz coś chociaż! Louis się o ciebie martwi.-szepnęłam jej do ucha.
-Będę czekać przy placu zabaw...
-Co? Jesteśmy na placu zabaw!-zdążyłam krzyknąć do niej i obudziłam się.
Zaczęłam się drzeć na cały regulator.Do pokoju natychmiast wpadli chłopcy.
-Co jest?-zapytał Niall siadając obok mnie i głaszcząc po głowie.
-Ja...
-Ty?!-krzyknął Lou.
Liam zaczął go pouczać,że do dziewczyn się nie krzyczy.
-Dobra Li i Lou uspokójcie się! Liv opowiadaj.
-Ja...Widziałam...
-Widziałaś?-zapytał spokojnie Niall.
-Chłopaka.W ciemnych blond lokach...on...Gadał do mnie rzeczy...Znał mnie...Przedstawił się jako...
-Jako?-zapytał ponownie ze spokojem mój chłopak.
-Jako Victor...Później zza drzew wyłoniła się Mo...
-Gdzie to było?-zapytał znowu Niall.
-Na placu zabaw...koło jej domu.
-I co z Mo?
-Ona...stała...nie ruchomo...Ale powiedziała mi...będzie czekać...
-Czekać?-zapytał zdziwiony Zayn.
-Czekać na tym placu.
-Jedziemy tam!-krzyknął Lou.
-Poczekaj chwilę-powiedział Niall.-Liv musi się otrząsnąć.
-Jedźcie beze mnie.
***
Po 20 minutach jechaliśmy na plac.Byłam już "przytomna",więc chłopcy mogli mnie zabrać.Kierował Niall,koło niego siedział Lou,a ja z tyłu z Liam'em,Zayn'em i Harry'm.
-Kiedy w końcu staniemy?-zapytał Zayn.-Chcę zapalić...-chłopak trzymał w ręku fajkę i bawił się nią palcami.
-Jeszcze chwila.
Dojechaliśmy kilka minut później.Z samochodu pierwszy wyskoczył Malik i poszedł na papierosa.Bardzo przejmował się Mo,nieprawdaż?
Wybiegliśmy na plac zabaw.
Zgadnijcie kto stał przy karuzeli?
C.D.N

czwartek, 21 marca 2013

Imagin L&M cz.10 ♥

*Z perspektywy Liv*
Siedzieliśmy z Niall'em na jego sofie i oglądaliśmy jakiś nieciekawy film.Był to film obyczajowy.
-Niall możesz to wyłączyć?-zapytałam ziewając.-Nudne to.
-Dla ciebie wszystko.Na jaki film masz zatem ochotę?-zapytał z miną szlachcica.
-Niall głuptasie.Włącz przynajmniej coś ciekawego...
-Czyli?
-No cokolwiek przy czym nie idzie zasnąć.
-Na przykład?-zapytał.
Rzuciłam go jedną z kolorowych poduszek.
-Ogarnij się.-powiedziałam śmiejąc się.
-Tak się bawimy?-zapytał Niall.-Okej!
Chłopak rzucił się na mnie i zaczął mnie łaskotać.
-Przestań!-krzyczałam ze śmiechu.
-Niee!
-No przestań!-krzyknęłam donośniej.
Niall przestał,usiadł na swoim miejscu,wziął pilota do ręki i nie odzywał się do mnie.Przysiadłam się do niego bliżej.
-Niall?-zapytałam.
Niall zrobił poważną minę i nie odzywał się do mnie.
-No Niall! Kochanie?!
Niall dalej się nie odzywał.
-Dobra wychodzę-rzuciłam szybko a chłopak natychmiast się wzdrygnął.
-Żartowałem!Chodź tu!-krzyknął chłopak i posadził mnie na swoich kolanach.
-Żądam buziaka na przeprosiny!
-Dam ci nawet dwa.-powiedział chłopak.
*Z perspektywy Mo*
Obudziłam się nie w swoim łóżku.Wszędzie było szaro i nudno.Obok mnie ktoś siedział.
-Monica! Obudziłaś się? Tak się o ciebie martwiłam! Nic ci nie jest?-zapytała jakaś kobieta.
Rozpoznałam w niej panią Theres'ę,założycielkę "Domu Dziecka".
-Pani Thereso! Jak ja pani dawno nie widziałam! Czuję się mniej więcej dobrze,tylko strasznie bolą mnie żebra.Po za tym nic nie pamiętam.Objaśni mi coś pani?
-Jasne,słońce.Wracałaś skądś wieczorem i musiałaś wpaść na Ryan'a.On był pijany.Nie wiem co było dalej,ale skończyło się na pobiciu.Masz kilka złamanych żeber i wiele siniaków.Chłopak pojechał na izbę wytrzeźwień,a za niedługo pojedzie do poprawczaka.Biedny chłopiec.Mógł by z niego wyjść porządny facet! Ale najwidoczniej nie pozbierał się po sieroctwie.Mam nadzieję,że z ciebie będą ludzie.-pani Theresa pogłaskała mnie po policzku.-Nadal wspominam dzień,w którym cię przygarnęłam.Byłaś taka mała i taka słodka!-pani Theresa się uśmiechnęła,a po jej policzku zleciało kilka łez.-Niestety za niedługo będę za stara na Dom Dziecka i nikt nie będzie mógł zająć się tymi maluchami.-Kobieta wyjęła chusteczki i wytarła kilka łez.
-Niech pani się nie martwi.Jeśli pani nie będzie mogła,ja z checią zajmę się tymi dzieciakami.Za niedługo kończę 18 lat,wiem co i gdzie,lubię dzieci,w czym to może przeszkodzić?
-Kochana!Nie będziesz miała czasu na naukę!
Spojrzałam na panią Theresę.
-Proszę pani.Dla mnie nie ma miejsca na naukę.Jestem tylko sierotą skazaną przez Boga i nic więcej.I tak nie będę robić nic lepszego.Niech pani mi uwierzy.
-Dziecko drogie!-krzyknęła-Ty nie jesteś skarana przez Boga! Ty jesteś stworzona po to,żeby pokazać ludziom,że możesz więcej,nawet jeśli jesteś sierotą!
Uśmiechnęłam się do starszej kobiety.
-Jest pani wspaniała.Zawsze chciałam być taka jak pani.
-I będziesz! Nawet lepsza!
Obie się do siebie uśmiechnęłyśmy.Chwilę potem do sali weszła pielęgniarka.
-Wszystko ok?-zapytała?
-Taaak,mniej więcej.
Podeszła do mnie i zaczęła dotykać moje żebra.
-Tu boli?
-Nie.
-A tu?
-Też nie.
-A tu?
-Ałłłł!Taaak.-krzyknęłam.
Zaraz podam coś na znieczulenie.
***
Tydzień później wszystko było ok.Umówiłam się dzisiaj z Liv i Louis'em oraz z resztą 1D u Olivii w domu.
Szykowałam się na wyjście,gdy do mojego pokoju wpadła pani Theresa.
-Ok?-zapytała.
-Tak,w porządku.
-Nie czujesz się słabo a ni nic?
-Nie.
-Masz siłę iść?Może cię podwiozę.
-Proszę pani!Gdybym nie miała siły to bym nie szła!Wszystko jest ok!-uśmiechnęłam się do staruszki.
-To super.Ja idę do Arthur'a.
-Pa pa.
*Z perspektywy Liv*
Na trzy dni wygoniłam moją rodzinkę z domu,na "wakacje".Pojechali gdzieś w ciepłe kraje.Miałam więc czas na zrobienie niezłego melanżu!Szykowałam już dom,gdy zadzwonił dzwonek.Poszłam otworzyć drzwi.
-Heej!-krzyknął Niall całując mnie w policzek.
-No siemka.Gdzie reszta?
-Nie przyjdą.
-Co?!-zdenerwowałam się.
-Żartowałem.-zaśmiał się.
Zaczęłam bić go szmatką,którą akurat miałam w ręku po wycieraniu mebli.
-No dobra już dobra,nie bij mnie.
Oboje się zaśmialiśmy.
Znów zadzwonił dzwonek.Poszłam otworzyć.To była reszta 1D.
-Gdzie Mo?-zapytałam Louis'a.
-Nie wiem.Miała już tu być.-powiedział zmartwiony chłopak.
W tej również chwili przyszedł do mnie sms.
*Nie przyjdę dziś.Może wieczorem.Nie czekajcie.Mam ważną sprawę do załatwienia*-przyszedł sms od Mo.
Natychmiast do niej zadzwoniłam.
-HALO?!-krzyknął jakiś męski głos...
C.D.N

wtorek, 19 marca 2013

Imagin L&M cz.9 ♥

*Z perspektywy Liv*
Obudziłam się w moim pokoju siedząc na parapecie i dysząc.Cała byłam spocona.Spojrzałam na telefon.
17:30.
Czyli spałam przez ponad 2 godziny i to śniłam.
Mój boże! Byłam taka przerażona.Wzięłam do ręki kubek z kakaem.Wzięłam łyka zimnego już napoju.Spojrzałam jeszcze raz na telefon.Ani jednej wiadomości od Niall'a.Czyli dalej się gniewa o Austin'a.Chciałam wyjść z pokoju gdy nagle do niego wszedł Austin.
-Przepraszam za to,że rozwaliłem twój związek.Ja...ja po prostu chciałbym być z tobą i...-powiedział słowo w słowo tak jak w moim śnie.
Tylko,że tam wszystko wydawało się być inne.Bliskie,ale zarazem dalekie.
-Wyjdź.-powiedziałam ze spokojem.
Chłopak nie miał zamiaru wyjść.
-To nie twoja wina.-wymsknęło mi się.Zauważyłam,że tak samo powiedziałam do niego we śnie.-Najwyraźniej Niall'owi w ogóle na mnie nie zależy-kolejne słowa wyleciały z moich ust nie chcąc.
-Zależy!-krzyknął.
W tym samym czasie tak jak w moim śnie,do mojego pokoju wszedł Niall z różami.Bardzo ucieszył się na mój widok.
-Przepraszam Liv...-zaczął.
-Stop,stop,stop,stop.-wymawiałam.
-Co jest?-zapytał zmartwiony Niall.
-Przyszedłeś do mnie z kwiatami.Te same wypowiadane słowa.Miałam sen i...-w tym momencie pobladłam i zrobiło mi się słabo.W tym śnie przecież umierał Greg.
-Liv w porządku?!-krzyknął zdesperowany Niall.
Chłopak położył róże na szafce i podbiegł do mnie.
-OK?!-krzyknął znowu.
-Niall,twój brat.....-powiedziałam i w tym momencie zrobiło mi się czarno przed oczami.
*Z perspektywy Mo*
Podeszłam do Lou,a chłopak się uśmiechnął.
-Wszystko ok?-przywitał się i mnie przytulił.
-Mniej więcej.-powiedziałam nadal wstrząśnięta tym nagłym pocałunkiem Ryan'a.
-Przejdziemy się gdzieś?-zapytał.
-Czemu nie?
Lou złapał mnie za rękę i poszliśmy w kierunku miasta.
*Z perspektywy Liv*
Ocuciłam się po tym jak ktoś wylał mi zimną wodę na twarz i sprzedał kilka plaskaczy na policzki.
Zaczęłam otwierać oczy.
-OLIVIA?-zapytał jakiś koleś.-OLIVIA?-zapytał jeszcze raz.
-Co do jasnej cholery?-zapytałam zdenerwowana.
-Liv się obudziła.-powiedział ktoś,jakby kamień zszedł mu z serca.
-Niall?-zapytał ze zdziwieniem.
-Nie,Święty Mikołaj.-powiedział z sarkazmem blondyn.-Wszystko ok?-zapytał.
-Ta.-odpowiedziałam.
-A czemu zemdlałaś?-zapytał.
-Bo miałam sen,w którym przyszedłeś do mnie z bukietem róż.Potem ktoś do ciebie zadzwonił.Wyszedłeś.Przyszedłeś cały blady.Powiedziałeś,że twój brat,Greg,miał wypadek.Pojechaliśmy na miejsce,recepcjonistka nie chciała nam powiedzieć co mu jest.Następnego dnia,powiedziała,że nie dożyje jutra.-powiedziałam cicho.
-Nic Greg'owi nie jest.To był pewnie koszmar.
-To nie mógł być koszmar!-krzyknęłam.-Gdy do mnie przyszedłeś Austin mówił słowo w słowo jak w moim śnie.
-Czekaj.Pojedźmy do mnie i poszukamy czegoś w necie.
-Jakby mnie na internet nie było stać.....no ale dobra,jedźmy.
***
Szukaliśmy coś na laptopie Niall'a,gdy nagle wpadliśmy na właściwy trop.
"SNY PROROCZE"-tak tam było napisane.
W snach proroczych pojawiają się zdarzenia,które mogą wydarzyć się w przyszłości,ale NIE MUSZĄ!
-I co teraz?-zapytałam.
-Być może masz naprawdę wyostrzoną intuicję,ale objawia się ona tylko w snach.Może śmierć Greg'a była tylko wydarzeniem pobocznym,które tak naprawdę się nie wydarzy?
-Oby.-powiedziałam.
*Z perspektywy Mo*
Szliśmy przed siebie.Rozmawialiśmy i śmialiśmy się.
-Kocham cię.-powiedziałam w końcu.
-Ja ciebie też,moje słońce.-powiedział Lou,całując mnie w policzek.
***
Louis odprowadził mnie pod "Dom".Pożegnałam go buziakiem i weszłam do przedpokoju.Rozebrałam się z przewiewnej kurtki,zdjęłam buty i weszłam do wnętrza pomieszczenia.Na jednym z ciemnych,nieoświetlonych korytarzy stał Ryan.
-Hej.-przywitałam się.
-Siema maleńka.
Przybliżyłam się do niego.
-Wszystko ok?-zapytałam.-Dziwnie wyglądasz.
-Bardziej seksownie?-zapytał.
-Nieee,raczej obleśnie.Piłeś coś?-zapytałam.
-Nie.-pokiwał głową.
Widziałam,że kłamał był nawalony w cztery dupy.Nagle zaczął się do mnie przybliżać.Objął mnie w talii.Potem zaczął mnie obmacywać.
-Przestań!-krzyknęłam.
Nie odpowiedział,nadal to robił.
-Przestań!!!-krzyczałam przerażona.
Ryan przycisnął mnie do ściany,tak,że nie mogłam się ruszyć.
-Zostaw mnie!
-Wiem,że tego chcesz.
-Ryan,zostaw mnie!Proszę cię!!!
Chłopak zamiast mnie puścić uderzył mnie w brzuch.
-Nie krzycz.
-Ryan....proszę cię....-błagałam po cichu.-Nie chcesz tego zrobić.
Chłopak jeszcze raz uderzył mnie w brzuch i straciłam nad sobą panowanie.......
C.D.N

piątek, 15 marca 2013

Imagin L&M cz.8 ♥

*Z perspektywy Mo*
Dochodziła już 23:30.Było już dosyć ciemno.Powinnam wrócić do domu,ale przebywanie z chłopakami sprawiało mi przyjemność.Zdążyłam się ze wszystkimi zaprzyjaźnić.Najbardziej chyba z Victor'em.Był całkiem spoko i pomijając fakt,że był o 5 lat starszy.Tak,dobrze słyszycie.5 lat różnicy.W sumie to nie dużo,prawda?
Siedziałam teraz obok Edward'a i Victor'a.
-Jeszcze piwa?-zapytał troszcząc się o moje "udogodnienia" Victor.
-Dzięki.-odmówiłam.
Byłam już pewnie nachlana w cztery dupy,chociaż nie chciałam się do tego przyznawać.Popatrzałam na Ryan'a.Był widocznie rozczarowany tym,że podoba mi się bardziej Victor.
-Chyba już na mnie pora.-powiedział wstając.
-Zaczeaj.-powiedziałam.-Odprowadzisz mie.-wstałam i zakręciło mi się w głowie.
Myślałam,że się przewrócę,ale Victor mnie przytrzymał.
-Lepiej ją odprowadź.-rzekł Victor-Jeszcze jej się coś stanie po drodze.
-Może ktoś ją zgwałci?-zapytał Lucas.
-Ta,pewnie Victor.-zaśmiał się Edward.
-Nie musiałby jej gwałcić,podoba jej się.
-Ta jasne.-powiedziałam cicho.
Każdy z chłopców się zaśmiał.Tylko nie Ryan.Victor poprowadził mnie do Ryan'a.
-Uważaj.-powiedział uśmiechając się łobuzersko.
Ryan wziął mnie od Victor'a i prowadził za rękę.
-Na szczęście mieszkamy w jednym budynku-westchnął Ryan.
*Z perspektywy Liv*
-No więc z Greg'iem,jest bardzo źle.-powiedziała recepcjonistka.-Nie dożyje jutra.
Wtedy siedzącego dotychczas spokojnie Niall'a ogarnęła furia.....
*Z perspektywy Mo*
Obudziłam się rano,w swoim łóżku.W sumie nawet nie pamiętam jak to się stało.Urwał mi się film.Przewróciłam się na bok.Na mojej szafce nocnej znalazłam karteczkę.Od Ryan'a:
"Cześć Mo!
Jak pewnie to czytasz,znaczy,że się obudziłaś.
Myślę,że wczoraj całkiem nieźle się bawiłaś :)
Spotkamy się dzisiaj?
Będę czekał w swoim pokoju.."
Wstałam z łóżka i już chciałam się wybrać do Ryan'a,gdy nagle zatrzymały mnie dwie rzeczy.
FAKT I-Jestem w ciuchach z wczoraj i nieumyta.
FAKT II-Na wyświetlaczu mojego telefonu widniał napis nieodebranego sms'a.
Postanowiłam,że najpierw załatwię FAKT I,a potem zacznę działać.
Otworzyłam moją skromną szafę.Zdecydowałam się na ten zestaw.Poszłam do łazienki się umyć.
***
30 minut później,wyszłam odświeżona z łazienki.Zerknęłam w końcu na nieprzeczytanego sms'a.
Był od Louis'a.
Otworzyłam go ze zdziwioną miną.Miał chyba na mnie foch forever.
"Witaj Mo.
Chciałbym cię przeprosić za moje ostatnie zachowanie.
Nie powinienem się tak zachować.
Przynajmniej wyznałaś mi prawdę,a to cenię.
Nie wiem dlaczego byłem tak głupi,że cię wtedy zostawiłem.
Ja naprawdę przepraszam,chciałbym zacząć od nowa.
Nie obchodzi mnie czy jesteś z Domu Dziecka,czy z luksusowego domu.
Dla mnie liczysz się ty,a nie inne dodatki.
Spotkamy się dzisiaj?
Chciałbym wszystko naprawić."
Uśmiechnęłam się pod nosem.
"Dziękuję,za te miłe słowa.Nie wiem czy się dzisiaj spotkamy.Jestem umówiona z kim innym."-odpisałam.
Usiadłam na łóżko.
A co jeśli się na mnie wścieknie,że umawiam się z innymi?
"Proszę,chyba bardziej mi zależy na tobie,niż z tej osobie,z którą się spotkasz.Wyjdę po ciebie.Tam koło placu zabaw,niedaleko twojego Domu."
Po krótkim zastanowieniu zgodziłam się na spotkanie.
Czemu,nie?
W sumie kontakt z tymi pięcioma chłopakami zdawał się wyglądać blado przy kontakcie z Lou.
Przez nich zeszłabym pewnie na złą drogę.
"Ok.Za 10 minut bądź."-odpisałam.
Wyszłam z mojego pokoju.
Przepraszam,mojego i Senty.
Ale z resztą,ważne,że wyszłam.
Po lewej stronie od naszego pokoju stał Ryan.
-Czekałem na ciebie.-powiedział łobuzersko.
Chłopak przycisnął mnie do ściany i namiętnie pocałował.
***
Szłam w stronę placu zabaw.Nadal byłam oszołomiona pocałunkiem Ryan'a.Całował nieziemsko! Gdybym nie kochała bardziej Lou,pewnie zakochałabym się w jego brązowych oczach i kasztanowych włosach.
Ale wracając na ziemię,na placu czekał już Lou.
*Z perspektywy Liv*
Niall wpadł w wielką furię gdy nagle.....
C.D.N

wtorek, 12 marca 2013

Imagin L&M cz.7 ♥

*Z perspektywy Mo*
-A co jest nie tak?-zapytał Lou uwalniając mnie od swojego uścisku.
Chłopak popatrzał mi prosto w oczy.Spuściłam wzrok na ziemię.
-Śmiało.-powiedział.
-Bo ja....
*Z perspektywy Liv*
-Jaki?-zapytałam robiąc wielkie oczy.
-Bo chodzi o to,że...
-Że?!-zapytałam,dosyć głośno.
-Mój brat jest w szpitalu.
-Czemu?!-zapytałam spanikowana.
-Miał wypadek samochodowy.-wydusił Niall.
Westchnęłam i przygarnęłam do siebie Niall'a.
-Spokojnie.Będzie w porządku.Jedźmy tam.
Wyszliśmy z mojego pokoju i kierowaliśmy się w stronę wyjścia.
*Z perspektywy Mo*
-No powiedz to w końcu!
-Bo ja.Ja cię oszukiwałam.Przez cały ten czas.Ja wcale tu nie mieszkam.-wskazałam na dom,który wskazałam jako miejsce zamieszkania Louis'owi.-Ja...ja jestem z rozbitej rodziny,ja nie chciałam się do tego tobie przyznawać,myślałam,że to cię ode mnie odtrąci.Ja..ja...
-Przez cały ten czas mnie oszukiwałaś?Jak mogłaś!Myślałem,że można ci zaufać!Byłem idiotą!-wykrzyczał mi chłopak w twarz i pobiegł przed siebie.
Po moim policzku spłynęły pojedyncze łzy.Gdybym mu tego nie wyznała,może dalej chciałby mnie znać.Ale całe życie w kłamstwie? Tak też nie wolno.
Pozostało mi tylko jedno.
RAYAN.
Wiedziałam,że znajdę go tam gdzie zawsze.Na fajce z kolegami.W sumie i tak miałam się z nim spotkać o 22,ale nie zaszkodzi jak będę wcześniej.Pobiegłam więc na placyk zabaw,którego prawie nikt w tej okolicy nie używa.Jest całkowicie zapomniany."Atrakcje" w tym miejscu są całkowicie poniszczone,samo miejsce leży na środku jakiejś meliny.Nie dziwię się,że matki nie puszczają tam dzieci.Szłam wolno i pewnie,w stronę placu.Otarłam jeszcze kilka łez,które mogły być widoczne i szłam szybciej.Moje serce biło bardzo szybko,do granic możliwości.W oddali widziałam już sylwetki pięciu chłopców.
-O Monica!-krzyknął Ryan.-Jak miło!
Uśmiechnęłam się pod nosem i podeszłam bliżej do chłopców.
-Siema.-przywitałam się.
Rozległy się przywitania "elo","siema","cześć" i inne.
-Chcesz jedną?-Ryan wyciągnął w moją stronę kilka papierosów.
Wyciągnęłam rękę,ale po chwili ją cofnęłam.
-No dawaj,nie bądź tchórz.-krzyknął któryś z chłopców.
Ochoczo sięgnęłam po papierosa.Ryan podał mi zapalniczkę.Podpaliłam go.
Po raz pierwszy w moim życiu poczułam smak papierosa.
Kaszlnęłam kilka razy.Chłopcy się zaśmiali.Któryś z chłopców podał mi piwo.
-Nie,dzięki.-powiedziałam.
-Nie krępuj się.-powiedział Ryan.-weź.
Odebrałam puszkę od któregoś z chłopców i wzięłam porządnego łyka.
-To może przedstawię ci chłopaków?-zapytał Ryan.
-Ok.
-To jest Edward-wskazał na bruneta,który miał masę tatuaży.Na nadgarstku,na rękach.-To jest Jacob-wskazał na blondyna,który trzymał w ręku fajkę.Spojrzałam przenikliwie na niego.Był całkiem przystojny.-Nie patrz się tak na niego.-rzekł Ryan.-Jest zajęty-dodał z uśmiechem.-To jest Lucas.-wskazał na szatyna.Ten też był całkiem przystojny.Miał też wysportowaną sylwetkę.LUBIĘ TO!.-To jest Victor.-wskazał na chłopaka,który podawał mi piwo.Ten też był ładny.Był ciemnym blondynem i miał prześmieszne loki.
-Miło mi was poznać-uśmiechnęłam się.
-Nam cię też.-powiedzieli wszyscy.
*Z perspektywy Liv*
Jechaliśmy w stronę szpitala.Z nerwów trzęsły mi się nogi,ręce,ogółem wszystko.Niall patrzał poważnie na drogę.
-Niall.Będzie ok.Nie może być inaczej.-szeptałam.
-Olivia,ogarnij się!-krzyknął do mnie w końcu.
-Niall,ja się denerwuje!A co jeśli twój brat....-nie dokończyłam,bo w oczach Niall'a pojawiły się łzy.
-Miejmy nadzieję,że nie.
***
Wbiegliśmy do szpitala.
-Dzień dobry.-powiedziała recepcjonistka.
-Uwierzy pani,że nie dobry.-powiedziałam.
Recepcjonistka się zaśmiała.
-To w czym mogę służyć?-zapytała uprzejmie.
-Greg Horan.W jakiej sali się znajduje?-zaptał Niall.
Recepcjonistka w jednej chwili posmutniała i spoważniała.
-Przykro mi,ale nie mogę tego powiedzieć.-rzekła i zajęła się następną panią.
Niall miał wkurzoną minę.
Uderzył pięścią w blat recepcji.Wszyscy się na niego popatrzeli.
-Do cholery,gdzie leży mój brat?!-krzyknął.
Zaczęłam go uspakajać.Recepcjonistka podeszła do części blatu,przy której staliśmy.
-Proszę mi uwierzyć,że bardzo chcę panu to powiedzieć,ale nie mogę.-rzekła ostro i tym razem na stałe zajęła się jakąś starszą panią.
Ja i Niall usiedliśmy na krzesłach,przy wejściu do szpitala.
Przytuliłam się do niego.On siedział nieruchomo i nawet nie chciał mnie objąć.Patrzył prosto,w przestrzeń,która w jego oczach wydawała się totalnym piekłem.
***
Kilka godzin później podeszła do nas ta sama recepcjonistka.
-Nadal zainteresowani Greg'iem Horan'em?-zapytała z serdecznym uśmiechem.
Niall się wzdrygnął.
-Tak.-odpowiedziałam za niego.
-No więc.....
C.D.N.
5 komentarzy= NEXT ♥-----------------------------
Przepraszam,że coraz rzadziej dodaje jakiekolwiek posty,ale nie mam za bardzo czasu.
Nauka,nauka,nauka.
Niedługo koniec roku,więc trzeba się postarać.
Obiecuję,że w wakacje blog będzie przepełniony notkami!
Pozdrawiam ♥

sobota, 9 marca 2013

Imagin L&M cz.6 ♥

*Z perspektywy Liv*
Zawsze gdy Niall się denerwował trzęsły mu się palce u rąk.
Teraz było tak samo.
Wziął głęboki oddech i wypuścił powietrze po kilku sekundach.
-Co proszę?-wycedził przez zęby.
-Niall,on....-zaczęłam,lecz farbowany nie dał mi dokończyć.
-Sapy?-zapytał Austin.
Niall układał już dłoń w pięść.
Już miał do niego podejść.
-Niall,proszę cię.-szepnęłam i złapałam chłopaka w talii.
Chłopak wziął po raz kolejny głęboki wdech.
Jego dłoń zaczęła się rozluźniać.
Odepchnął mnie od siebie.
-Może ja lepiej pójdę....-powiedział niemalże szeptem.
-Stój.-złapałam chłopaka za rękę.
-Wiesz,chyba nie masz dla mnie czasu.-spojrzał przenikliwie na Austin'a,szarpnął dłonią,tak,że już nie mogłam go zatrzymać.
Poszedł sobie.
Prawdopodobnie Austin zepsuł wszystko co było między nami.
Zamknęłam drzwi po Niall'u.
-Dzięki.-powiedziałam chamsko i sarkastycznie do Austin'a.
Wchodząc po schodach spojrzałam jeszcze raz na chłopaka.
Stał ze zdziwioną miną,zdając sobie chyba sprawę z tego,co zrobił.
*Z perspektywy Mo*
Biegłam pod dom,w którym Lou mnie ostatnio zostawił.
Postanowiłam,że powiem mu,że byłam u babci,a ona mieszka niedaleko Domu Dziecka.
Louis czekał już pod tamtym Domem.
-Skąd tak biegłaś?-zapytał ze zmartwioną miną.
-Od babci.Mieszka za Domem Dziecka,musiałam wpaść,żeby dać jej leki.-skłamałam.
Szczerze mówiąc,nawet nie znam swojej babci.
-Trzeba było mi powiedzieć!Bym po ciebie wyszedł.
W tej chwili zdałam sobie sprawę z tego,że go okłamuję.
Okłamuję osobę,z którą chciałabym być i mam do niej duże zaufanie.
Jestem idiotką.
Nic nie mówiłam,po prostu wtuliłam się w Lou.
Chłopak uśmiechnął się i odwzajemnił przytulasa.
-Wszystko ok?-zapytał.
-No właśnie nie.
*Z perspektywy Liv*
Siedziałam teraz na parapecie popijając kakao.
Czekałam oparta o ścianę na jednego sms'a,który może odmienić moje życie.
Sms'a od Niall'a.
Wiadomość jednak nie przychodziła przez kilka godzin.
Spojrzałam przez okno.Jedna szara pustka.Przynajmniej mi się tak wydawało.Słońce świeciło,wiał lekki wiaterek,a w oddali dzieci bawiły się na placu zabaw.Spojrzałam na nie.Cieszyły się i biegały w kółko.Tak beztrosko.W jednej chwili potrafiłam je znienawidzić.Czemu one są szczęśliwe a ja nie?
Usłyszałam skrzypienie drzwi.
Zauważyłam,że wchodzi Austin.
Momentalnie odchyliłam głowę,udając,że patrzę na coś co jest za oknem.
-Przepraszam.-wydusił.
Nie odezwałam się.
-Przepraszam.-powiedział głośniej.
Odwróciłam głowę w jego stronę.
Popatrzałam na niego wyczekująco.
-Przepraszam za to....że.....rozwaliłem twój związek.Ja....ja po prostu chciałbym z tobą być i...
-Zamknij się.-krzyknęłam.
Chłopak natychmiast umilkł.
-To nie twoja wina.-wydusiłam przez łzy.-Najwyraźniej Niall'owi na mnie w ogóle nie zależy.
-Zależy.Uwierz,że zależy.-zaprzeczył Austin.
-To by może wysłał sms'a,zadzwoniłby?
-A może dał by ci po prostu bukiet kwiatów?
-Co?
W tej chwili do pokoju wszedł Niall z różami.
Podbiegłam do niego.
-Są dla mnie?-zapytałam.
-Jasne!A dla kogo innego?-zapytał Niall śmiejąc się.
Przytuliłam się do niego.
-Awwwww!-krzyknął Austin.-Jesteście dla siebie stworzeni!
Niall pocałował mnie w czoło.
Nagle zadzwonił telefon Niall'a.
Chłopak odebrał i wyszedł z pokoju.
Wrócił po kilku minutach.Był blady jak ściana.
-Co się stało?-zapytałam.
-Mamy problem.-odpowiedział blondyn
C.D.N

czwartek, 7 marca 2013

Imagin L&M cz.5 ♥

*Z perspektywy Liv*
Zaśmiałam się i walnęłam go lekko w ramię.
-Żartujesz,prawda?
Chłopak pokiwał głową.
-Nie?-zapytałam z niedowierzaniem.
-Nie.-powiedział stanowczo chłopak.
-Austin...-zaczęłam.-Wiesz...ja....
-No wykrztuś to.
-Ja mam chłopaka.-skłamałam.
Chłopak wzruszył ramionami.
-No trudno.-westchnął.-Chłopak jest szczęściarzem.
Na widok jego smutku,miałam ochotę powiedzieć mu,że kłamałam,ale po co?
Prawda jest taka,że chciałabym być z Niall'em.
-Może chodźmy już do domu?-zapytałam po chwili ciszy.
Chłopak westchnął i ruszyliśmy w stronę domu.
*Z perspektywy Mo*
Spałam w pokoju ogarniętym niezręczną ciszą.
Przymrużyłam oczy,bo jasne promyki słońca aż raziły swoim blaskiem.
Oczy raził z resztą też jaskrawo-zielony kolor ścian.
Obok mnie stało łóżko Senty-mojej współlokatorki.
To niebieskooka,prześliczna blondynka.
Zawsze zazdrościłam jej urody.
Ale co po urodzie,gdy nie ma się rodziców?
Gdy miałam 13 lat umarli moi rodzice.
Pamiętam przez łzy,że zabrali mnie tutaj i wmawiali mi,że pani Theresa-kobieta,która założyła i prowadzi ten dom dziecka-jest moją babcią.
Śmieszne,prawda?
Bynajmniej mnie to nie śmieszy.
Bardzo mi przykro po stracie rodziców.
Chociaż bardziej współczuje ludziom,którzy nawet nie znają swoich rodziców.
Na przykład Senty.
Jej matka zmarła zaraz po urodzeniu małej Senty,a tata oddał ją do adopcji,ponieważ za bardzo przypominała mu jego żonę,matkę Senty.Oddając córkę do pani Theresy twierdził,że nie będzie mógł z nią normalnie żyć i funkcjonować,mówił,że ją kocha,ale nie może żyć z wiadomością,że jego żona nie żyje,a to w szczególności jego wina.On chciał mieć dziecko.Teraz,gdy Senty jest starsza nie może się pogodzić z faktem,że to ona "zabiła" swoją matkę.Zawsze obwinia się o to.Twierdzi,że mam wielkie szczęście,że przynajmniej znałam swoich rodziców.Wiedziałam jak wyglądają.Wiedziałam czy lubią to czy tamto.Ona takich informacji nie dostała.Siedzi tu od 17 lat i nie wie co ma ze sobą zrobić.
Westchnęłam,a dreszcze przeleciały całe moje ciało.
Wysunęłam się spod kołdry i poszłam się umyć.
Po umyciu zdecydowałam,że ubiorę ten zestaw.
Wysłałam sms do Lou.
*Spotkamy się dzisiaj?*-wystukałam na swoim nędznym cegło-fonie.
Niestety pani Theresy nie było stać na lepszy,bo na wychowaniu miała jeszcze 30 dzieci,a ja musiałam mieć ukończone 18 lat,aby przyjęli mnie do jakiejkolwiek pracy w moim mieście.
*Będę przy twoim domu.*-odpisał Lou.
O nie!
Co będzie jeśli się dowie,że ja tam nie mieszkam?
*Nie.Pozwolisz,że ja pójdę po ciebie.To rekompensata za wczorajsze odprowadzenie :)*-wystukałam najszybciej jak mogłam.
*Ale ja już prawie jestem przy twoim domu.*-dostałam błyskawiczną odpowiedź.
FUUUUUCK!
Muszę coś wykombinować!
I to zaraz!
*Z perspektywy Liv*
Zaparzałam herbatę pani Asty,mamie,sobie,Rachel,Jane i w końcu Austin'owi.
Pani Asty rozmawiała z mamą,Rachel i Jane zachwycały się nowymi plotkami o Justin'ie Bieberze i 1D.
Austin grał w Fifę na PSP.
Nagle do drzwi zadzwonił dzwonek.
Czekałam aż ktoś pójdzie otworzyć.
Z kanapy ruszył się Austin,ale pewnie szedł do toalety.
Poszłam otworzyć drzwi.
Stał w nich Niall.
-Co ty tu robisz idioto?-zapytałam.
-Przyszedłem cię odwiedzić na przykład?!
-No nie ważne.Chcesz wejść?
-Nie chcę pogadać.
-O czym?
-O byle czym....ważne,że z tobą!
Uśmiechnęłam się pod nosem.
Z łazienki wyszedł Austin.
-Kto to?-zapytał ciekawie Niall.
Pewnie pomyślał,że to mój chłopak.W sumie jest w moim wieku.
-To jest...-zaczęłam.
-Jestem jej chłopakiem.-powiedział stanowczo Austin.
Oczy rozszerzyły mi się do granic możliwości.
Jak on śmiał powiedzieć coś takiego?!
C.D.N