*Z perspektywy Liv*
Siedzieliśmy z Niall'em na jego sofie i oglądaliśmy jakiś nieciekawy film.Był to film obyczajowy.
-Niall możesz to wyłączyć?-zapytałam ziewając.-Nudne to.
-Dla ciebie wszystko.Na jaki film masz zatem ochotę?-zapytał z miną szlachcica.
-Niall głuptasie.Włącz przynajmniej coś ciekawego...
-Czyli?
-No cokolwiek przy czym nie idzie zasnąć.
-Na przykład?-zapytał.
Rzuciłam go jedną z kolorowych poduszek.
-Ogarnij się.-powiedziałam śmiejąc się.
-Tak się bawimy?-zapytał Niall.-Okej!
Chłopak rzucił się na mnie i zaczął mnie łaskotać.
-Przestań!-krzyczałam ze śmiechu.
-Niee!
-No przestań!-krzyknęłam donośniej.
Niall przestał,usiadł na swoim miejscu,wziął pilota do ręki i nie odzywał się do mnie.Przysiadłam się do niego bliżej.
-Niall?-zapytałam.
Niall zrobił poważną minę i nie odzywał się do mnie.
-No Niall! Kochanie?!
Niall dalej się nie odzywał.
-Dobra wychodzę-rzuciłam szybko a chłopak natychmiast się wzdrygnął.
-Żartowałem!Chodź tu!-krzyknął chłopak i posadził mnie na swoich kolanach.
-Żądam buziaka na przeprosiny!
-Dam ci nawet dwa.-powiedział chłopak.
*Z perspektywy Mo*
Obudziłam się nie w swoim łóżku.Wszędzie było szaro i nudno.Obok mnie ktoś siedział.
-Monica! Obudziłaś się? Tak się o ciebie martwiłam! Nic ci nie jest?-zapytała jakaś kobieta.
Rozpoznałam w niej panią Theres'ę,założycielkę "Domu Dziecka".
-Pani Thereso! Jak ja pani dawno nie widziałam! Czuję się mniej więcej dobrze,tylko strasznie bolą mnie żebra.Po za tym nic nie pamiętam.Objaśni mi coś pani?
-Jasne,słońce.Wracałaś skądś wieczorem i musiałaś wpaść na Ryan'a.On był pijany.Nie wiem co było dalej,ale skończyło się na pobiciu.Masz kilka złamanych żeber i wiele siniaków.Chłopak pojechał na izbę wytrzeźwień,a za niedługo pojedzie do poprawczaka.Biedny chłopiec.Mógł by z niego wyjść porządny facet! Ale najwidoczniej nie pozbierał się po sieroctwie.Mam nadzieję,że z ciebie będą ludzie.-pani Theresa pogłaskała mnie po policzku.-Nadal wspominam dzień,w którym cię przygarnęłam.Byłaś taka mała i taka słodka!-pani Theresa się uśmiechnęła,a po jej policzku zleciało kilka łez.-Niestety za niedługo będę za stara na Dom Dziecka i nikt nie będzie mógł zająć się tymi maluchami.-Kobieta wyjęła chusteczki i wytarła kilka łez.
-Niech pani się nie martwi.Jeśli pani nie będzie mogła,ja z checią zajmę się tymi dzieciakami.Za niedługo kończę 18 lat,wiem co i gdzie,lubię dzieci,w czym to może przeszkodzić?
-Kochana!Nie będziesz miała czasu na naukę!
Spojrzałam na panią Theresę.
-Proszę pani.Dla mnie nie ma miejsca na naukę.Jestem tylko sierotą skazaną przez Boga i nic więcej.I tak nie będę robić nic lepszego.Niech pani mi uwierzy.
-Dziecko drogie!-krzyknęła-Ty nie jesteś skarana przez Boga! Ty jesteś stworzona po to,żeby pokazać ludziom,że możesz więcej,nawet jeśli jesteś sierotą!
Uśmiechnęłam się do starszej kobiety.
-Jest pani wspaniała.Zawsze chciałam być taka jak pani.
-I będziesz! Nawet lepsza!
Obie się do siebie uśmiechnęłyśmy.Chwilę potem do sali weszła pielęgniarka.
-Wszystko ok?-zapytała?
-Taaak,mniej więcej.
Podeszła do mnie i zaczęła dotykać moje żebra.
-Tu boli?
-Nie.
-A tu?
-Też nie.
-A tu?
-Ałłłł!Taaak.-krzyknęłam.
Zaraz podam coś na znieczulenie.
***
Tydzień później wszystko było ok.Umówiłam się dzisiaj z Liv i Louis'em oraz z resztą 1D u Olivii w domu.
Szykowałam się na wyjście,gdy do mojego pokoju wpadła pani Theresa.
-Ok?-zapytała.
-Tak,w porządku.
-Nie czujesz się słabo a ni nic?
-Nie.
-Masz siłę iść?Może cię podwiozę.
-Proszę pani!Gdybym nie miała siły to bym nie szła!Wszystko jest ok!-uśmiechnęłam się do staruszki.
-To super.Ja idę do Arthur'a.
-Pa pa.
*Z perspektywy Liv*
Na trzy dni wygoniłam moją rodzinkę z domu,na "wakacje".Pojechali gdzieś w ciepłe kraje.Miałam więc czas na zrobienie niezłego melanżu!Szykowałam już dom,gdy zadzwonił dzwonek.Poszłam otworzyć drzwi.
-Heej!-krzyknął Niall całując mnie w policzek.
-No siemka.Gdzie reszta?
-Nie przyjdą.
-Co?!-zdenerwowałam się.
-Żartowałem.-zaśmiał się.
Zaczęłam bić go szmatką,którą akurat miałam w ręku po wycieraniu mebli.
-No dobra już dobra,nie bij mnie.
Oboje się zaśmialiśmy.
Znów zadzwonił dzwonek.Poszłam otworzyć.To była reszta 1D.
-Gdzie Mo?-zapytałam Louis'a.
-Nie wiem.Miała już tu być.-powiedział zmartwiony chłopak.
W tej również chwili przyszedł do mnie sms.
*Nie przyjdę dziś.Może wieczorem.Nie czekajcie.Mam ważną sprawę do załatwienia*-przyszedł sms od Mo.
Natychmiast do niej zadzwoniłam.
-HALO?!-krzyknął jakiś męski głos...
C.D.N
Fajny rozdział, czego chcesz. :p To w telefonie to na pewno Rayan!Jestem pewna! :D Ale mogę się też mylić. Dowiem się jak napiszesz następny rozdział, więc czekam. :)) - Julenia
OdpowiedzUsuńO kurwa :O
OdpowiedzUsuńAle się porobiło.
Julenia ma racje. To będzie albo Rayan albo jeden z kolesi od Rayan'a.
Czekam na nexta ;) /Twoje słoneczko :*
LooooooL.... Suuuper <3
OdpowiedzUsuńChciałabym cię zachęcić do przeczytania mojego nowego opowiadania. Mam nadzieje, ze wpadniesz, przeczytasz, skomentujesz i zostaniesz na dłużej. To bardzo dla mnie ważna.
Z góry dziękuję <3
me-onedirection-and-my-sister.blogspot.com